Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Z przykrością muszę przyznać, że chińska propaganda działa bardzo skutecznie. Rozmawiając ostatnio z ludźmi ze wsi w prowincji Hunan usłyszeliśmy, że w Chinach jest teraz bardzo dobrze, a władza zwalcza wszystkich oszustów, łapówkarzy i oczyszcza swoje szeregi. Ludzie stwierdzili nawet, że nie ma teraz zwykłych ulicznych kieszonkowców, złodziei. Przeciętni Chińczycy ufają głównym przywódcom kraju, prezydent Xi Jinping w ich ocenie bardzo efektywnie zwalcza układy i korupcję. Faktycznie nowy prezydent przyczynił się do ujawnienia kilku dużych afer, ale może pozbył się tylko niewygodnych ludzi z partii? Nie od dziś wiadomo, że każda władza (dotyczy to chyba całego świata, nie tylko Chin) jest w czymś umoczona i funkcjonuje w jakimś układzie, dba o swoje interesy, o określoną grupę. W mojej ocenie rzucono po prostu kilku partyjniaków na pożarcie przez lwy, czyli chińskie społeczeństwo. Chińczycy się nasycą, a 'grupa trzymająca władzę' jako całość będzie w miarę bezpieczna aż do następnych 'igrzysk'.
Jakiś czas temu w wielkim smutku uczestniczyłem w pogrzebie 5-letniego chińskiego chłopca. Trudno było powstrzymać łzy i nie potrafiłem nawet w żaden sposób pocieszyć jego rodziców. Zdziwiłem się, kiedy ojciec tego malca robił sobie 'selfie' ze zmarłym synem. Czy to znak naszych czasów? Czy może dzieląc się tak dramatycznym zdjęciem ojciec podzieli się swoim smutkiem, wyżali się, wzbudzi większą litość, zyska zrozumienie? Może chodzi po prostu o to by w telefonie zachować już to ostatnie zdjęcie, uchwycić ostatni moment, mieć zawsze przy sobie ten ostatni portret? Wiem, że ludzie często nie mają czasu dla swoich pociech. Zastanawiam się teraz jak bardzo ten ojciec musi żałować wszystkich dni poza domem, jak bardzo żałuje wszystkich odmów wobec syna, bo był zajęty biznesem, telefonami, był zbyt zmęczony czy po prostu nie miał ochoty na zabawę z dzieckiem. Wiem teraz, że po prostu stracili bezpowrotnie te najwspanialsze chwile. Teraz już żadne 'selfie' nie zastąpi życia, szczęścia, rodziny. Dlatego warto się zastanowić jak dysponujemy swoim czasem i jak postępujemy z dziećmi.
W Hong Kongu trwa okres wyprzedaży związanych z Nowym Rokiem, który potrwa w zasadzie do lutego, do Chińskiego Nowego Roku. Setki tysięcy Chińczyków z Shenzhen i innych miejscowości blisko Hong Kongu codziennie przekracza granicę Chiny - Hong Kong. Ogromna większość z nich kupuje mleko dla niemowląt, pampersy, słodycze, produkty spożywcze. Wielu Chińczyków nie ufa w ogóle chińskim mlekom w proszku (od afery z melaminą), importowane mleka stały się bardzo cenne, są pożądane, chociaż ceny są znacznie wyższe niż chińskich wyrobów. Inni kupują firmowe słodycze jak popularne Ferrero Rocher. Wszyscy przekraczają granice z walizkami, kartonami, są po prostu bardzo długie kolejki. Dodatkowo celnicy sprawdzają wiele osób, a za przemyt mleka (w większych ilościach niż dozwolone) grozi kara więzienia lub grzywna w wysokości 500000 HKD (około 230000 PLN). Mimo wszystko Chińczycy kupują w Hong Kongu na potęgę, bez umiaru, bez limitów.
Od pewnego czasu otrzymywałem szczątkowe informacje od znajomej Chinki, która podróżowała po Nowej Zelandii. Wydawało mi się, że odwiedza swoich znajomych - wiem, że uwielbia podróżować i często szuka nowych destynacji. Okazało się ostatnio, że uciekła z Chin, bo... rodzice chcieli ją wydać za jakiegoś mężczyznę, którego nie kocha. Brzmi jak historia średniowiecznej księżniczki, ale takie są chińskie realia. Dziewczyna miała chłopaka z Malezji (pochodzenia chińskiego). Facet w pewnym sensie wodził ją za nos przez kilka lat, wykorzystał ją, domyślam się nawet, że mógł w tym czasie mieć inne dziewczyny lub nawet żonę. Ostatecznie ich związek na odległość się rozpadł. Rodzice nie mogli tego znieść i koniecznie chcieli wydać za kogoś córkę. Dziewczynie życie się skomplikowało, zerwała z tym Malezyjczykiem, zrezygnowała z pracy, pokłóciła się z rodzicami, ostatecznie uzyskała wizę, wydała ostatnie pieniądze i uciekła z Chin. Była parę miesięcy w Nowej Zelandii, a teraz jest w Australii i próbuje uzyskać pozwolenie na pracę. Nie ma nawet biletu powrotnego do Chin... Przyznam, że strasznie sobie życie skomplikowała teraz, a w sumie to głównie wina tego faceta, który wykorzystał jej naiwność, a ich związek na odległość nie miał większych szans. Może trudno w to uwierzyć, ale czekała na niego prawie 10 lat, na żywo spotkali się tylko kilka razy.
W Polsce młodzi ludzie starają się odseparować od rodziców. Zwłaszcza w momencie kiedy zakładają swoje rodziny, często nie chcą, żeby rodzice się wtrącali, nakazywali, zakazywali, uczyli ich. Dochodzi zwykle do jakiś spięć i konfliktów zwłaszcza, kiedy mieszkają pod jednym dachem. Oczywiście chętnie korzystają z pomocy dziadków w opiece nad dziećmi, ale zawsze są jakieś konfliktowe sytuacje. W Chinach jest zupełnie odwrotnie. Często małżeństwa mieszkające samodzielnie w mieście sprowadzają swoich rodziców ze wsi, żeby im pomagali. Zdarza się nawet, że na zmianę pomagają rodzice i teściowie lub mieszkają wszyscy razem. Ktoś gotuje, ktoś inny zajmuje się na zmianę dzieckiem, a młodzi po prostu pracują i robią karierę. Znam przypadki, kiedy młodzi ludzie kupili nawet drugie mieszkanie na tym samym osiedlu, żeby nie było im za ciasno w jednym, ale żeby nadal mogli liczyć na pomoc swoich rodziców, żeby byli 'pod ręką'. Domyślam się, że też są jakieś różnice zdań, ale w Kraju Środka młodzi chyba jednak bardziej szanują rodziców i unikają awantur. Często po prostu muszą się z nimi zgadzać, albo przynajmniej szanować ich zdanie i przemilczeć pewne kwestie. Miałem okazję obserwować trzy takie rodziny i doszedłem do takiego wniosku.
